Menu

MASZERUJ

chciałabym daleko, ale najczęściej maszeruję do pracy

grube książki w białowieży

jol-ene

Było tak jak marzyłam. Długi, jesienny i leniwy weekend na łonie natury. W dzień spacerowaliśmy, wieczory były pełne czułości i książek.

W sobotę dotarliśmy do Białowieży. Zerwaliśmy się z łóżek nad ranem, by chwilę po szóstej być już w pociągu do Hajnówki. W Hajnówce zwiedziliśmy Muzeum Kultury Białoruskiej (wystawa o rzemieślnictwie na białoruskiej wsi i wystawy amatorskich obrazów i fotografii przedstawiających Podlasie). Wypiliśmy kawę w przymuzealnej restauracji Leśny Dworek i zaraz potem wsiedliśmy w autobus do Białowieży.

Białowieża jest magiczna. Jest też oczywiście bardzo turystyczna, w jej centrum stoi wielki, czterogwiazdkowy hotel Żubrówka. Jest sporo restauracji - drogich i średnio smacznych (podobnie jak w Zakopanem), ale i tak można się w Białowieży odciąć od tego, co wymuskane dla bogatej warszawki.

Mieszkaliśmy na uboczu Białowieży, w gospodarstwie agroturystycznym Jaskółka, które było znośne, choć dalekie od ideału. Przeszkadzały nam niby drobnostki, ale rzutujące na wygodę - brak zaplecza kuchennego i słabe oświetlenie pokoju, co utrudniało długie wieczory z książką.

W niedzielę zajrzeliśmy do Puszczy Białowieskiej, przeszliśmy ścieżkę Żebra Żubra, odwiedziliśmy rezerwat. Żubry się pochowały, ale były żubronie, kopulujące wilki, leniwe rysie i żbiki.

W poniedziałek przeszliśmy całą Białowieżę, dotarliśmy do kościoła katolickiego, cerkwi, zboru chrześcijan baptystów. Odwiedziliśmy cmentarz, na którym obok siebie są groby współczesne i przedwojenne. To wywarło na mnie wielkie wrażenie. I jeszcze to, że tak spokojnie sąsiadują na tym cmentarzu nagrobki katolickie i te z prawosławnymi krzyżami, napisami na tabliczkach wyrytymi cyrylicą.

Czuję, że płynie we mnie wschodniosłowiańska krew. Czuję przyspieszone bicie serca i taką dziwną nostalgię, gdy jestem tam - na Podlasiu. Gdy w wakacje odwiedzałam wschodnią Polskę - pierwszy raz od kilkunastu lat - przysięgłam, że niedługo wrócę. Wróciłam! I wiem, że chcę tam wracać najczęściej jak się da. Czuję się tam jak w domu.

Podczas poniedziałkowego spaceru dotarliśmy do Parku Dyrekcyjnego. Na jego obrzeżach stoi dom ze zdjęcia. W centrum parku mieści się technikum leśne. Pomyślałam, że mogłabym pracować w tej szkole, a w tym pięknym domu mieszkać. I żyć w Białowieży, o której trochę czytam w "Okularniku" Bondy, by popołudniami pielęgnować prawosławne groby. 

biaowiea

Komentarze (7)

Dodaj komentarz
  • eliatrieste

    Kiedys moi znajomi dowiedzieli sie , ze na Poldlasiu mozna kupic drewniany dom za grosze, no i kupili, ale to ze 20 lat temu...
    Ciesze sie, ze mialas udane miniwakacje :)

  • eldka

    Białowieża...polecam książki o Simonie Kossak:)

  • foch.pl_aj

    Eh jak pięknie...

  • kobietawbarwachjesieni

    Miło było powędrować z Tobą ścieżkami wśród prastarych drzew, których jeszcze nikt nie wycina.

  • Gość: [Tangerina] *.amsnet.pl

    Może przyszłe wakacje wypuścimy się w te rejony:)Marzy mi się drewniana chata gdzieś daleko od zgiełku, wśród zwierzaków i w zupełnej dziczy..

  • akasza2

    Pięknie. :)

  • lenaczujna

    Nie byłam. Czuję się zachęcona :)

© MASZERUJ
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci