Menu

MASZERUJ

chciałabym daleko, ale najczęściej maszeruję do pracy

pracująca ciężarna pedagożka

jol-ene

A jednak poniedziałek w pracy mnie wykończył. Jednak praca od 7.30 do 19.30 to mordęga. Mordęga dla każdego, a dla kobiety w piątym miesiącu ciąży szczególnie. Najpierw rajd przez Warszawę z dziećmi, potem praca papierkowa, rada pedagogiczna, na której poznaliśmy nową panią dyrektor (od września łączymy się z pobliską podstawówką) i na koniec zebranie rodziców i w związku z tym kolejka rodziców pod drzwiami mojego pokoju, by porozmawiać z panią pedagog. Niestety z panią pedagog zawsze rozmawia się o sprawach trudnych. 

Wróciłam do domu wyczerpana fizycznie i psychicznie. Marsz po Warszawie przy dość niskiej temperaturze i wietrze nasilił objawy przeziębienia. Natłok problemów uczniów, niepewność związana z zatrudnieniem (nie jest jasne, czy przeniesienie do innej placówki nie wiąże się z umową na czas określony - do 2019 roku) i zwykłe zmęczenie po tylu godzinach aktywności sprawiły, że wpadłam w jakąś histerię, płakałam, nie mogłam się uspokoić, nie mogłam zasnąć. Na szczęście K. był obok, głaskał, trzymał za rękę. 

Niestety od poniedziałku mam gigantyczny katar i pobolewa mnie gardło. Na szczęście bez gorączki i bez infekcji, jak stwierdził lekarz. Ale wyleguję się w łóżku, nie przy biurku w pracy. 

We wtorek myślałam, że już do tej pracy nie wrócę. Nadal czułam się fatalnie. Męczący katar, ból głowy po nieprzespanej nocy, okropny ból nóg po zbyt forsownym spacerze z uczniami, poczucie porażki - bo planowałam pracować do końca roku szkolnego, a jednak nie daję rady. Ja, taka silna, taka zorganizowana, taka zaradna - nie daję rady. Cały dzień popłakiwałam. Gdy pisałam sms do koleżanki z pracy, że chyba już nie wrócę - płakałam jak bóbr! Bo ja moją pracę uwielbiam, choć napotykam w niej na wiele trudności, wiele rzeczy mnie wkurza itd. Bo mam w pracy fantastyczny zespół i szkoda mi to tak przerwać w pół zdania.

Po kilku dniach w domu, porządnym odpoczynku, relaksie, spacerach dostosowanych do moich możliwości - odżyłam i wiem, że w poniedziałek melduję się w pracy. Co prawda zacznę dzień od rozmowy z dyrekcją, bo muszę podjąć trudną decyzję o rezygnacji ze wszystkich nadgodzin. To spowoduje, że będę miała mniej kasy (co przy zarobkach w oświacie jest bolesne), ale będę w szkole krócej, będę miała dogodniejsze godziny pracy i jest szansa, że dotrwam do 23 czerwca. Chciałabym.

*** 

Właściwie mogłabym napisać dużo więcej o tym, co myślę o pracy w czasie ciąży. Choć nie czuję się specjalistką, bo nie znam zbyt dobrze prawa pracy w tym zakresie. Wiem, że od maja zmieniły się przepisy na niekorzyść kobiet pracujących przy komputerze. Dotąd nie mogły pracować dłużej niż 4 godziny dziennie i koleżanka z korporacji opowiadała mi, że rzeczywiście u niej w firmie kobiety w ciąży pracowały na pół etatu za te same pieniądze. Po zmianie przepisów dot. pracy przy komputerze 4 godziny wydłużono do 8, więc udogodnień w zakresie czasu pracy - brak. W szkole i tak to nie działało, bo przecież nie pracujemy przy non stop komputerze, a poza tym nasze pensum to 18, 25 lub 30 godzin w zależności od funkcji. No i nas obowiązuje przede wszystkim Karta Nauczyciela, a tam właściwie nie ma żadnych udogodnień dla kobiet w ciąży. Niemniej jestem ciekawa jak zmiany w prawie wpłyną na frekwencję kobiet w ciąży w pracy. Nie wiem jaka jest teraz statystyka chodzenia na zwolnienie lekarskie od początku ciąży - ani w szkole, ani w innych branżach. Mam tylko obserwację z własnego podwórka i odkąd pracuję w obecnej placówce (3 lata) każdego roku jedna, dwie lub trzy nauczycielki znikają z pracy z powodu ciąży. Od początku, gdy tylko się o niej dowiadują. Jestem u nas pierwszą osobą od lat, która w ciąży pracuje.

Przyznam, że zanim zaszłam w ciążę miałam poczucie, że to nie jest fair ze strony kobiet. Takie uciekanie z pracy od razu. To nie jest fair w stosunku do innych kobiet, bo to czarny pijar dla nas wszystkich i komplikowanie naszej sytuacji na rynku pracy. Oczywiście w katalogu kobiet, do których żywiłam pewną urazę, nie było kobiet w ciążach trudnych, zagrożonych itd. Mimo wszystko teraz mam ochotę wszystkie kobiety przepraszać na kolanach za tamte poglądy.

To prawo powinno o nas dbać i pracodawca powinien stworzyć nam takie warunki, byśmy mogły i chciały pracować. Ja jestem pracoholiczką - naprawdę, a mimo to, od stycznia jestem 3 raz na zwolnieniu: łącznie 17 dni. Jedno z tych zwolnień było podyktowane tylko zmęczeniem. Czułam się osłabiona, myślałam, że coś mnie bierze, ale byłam po prostu zmęczona. W ciąży szybciej się męczę i muszę odpuszczać, a przecież moja ciąża - na szczęście i niech tak zostanie - jest zdrowa, prawidłowa, niezagrożona.

***

Nagrodą za te wszystkie przeżycia, jest Maluszek, który daje pierwsze nieśmiałe znaki. Dziś daje nieśmiałe, ale wczoraj szalał. Trzy razy kopnął w okolice przepony tak, że matka nie mogła złapać tchu. To było chyba w trakcie fikołka, bo potem już dawał znaki na dole brzucha. Tatuś się nie załapał, bo był w pracy, ale matka uradowana.  

Komentarze (10)

Dodaj komentarz
  • aga-joz

    Powiem tak- może niezbyt politycznie- w ciąży się zazwyczaj bywa raz, ostatecznie nieco więcej, a pracuje się prawie całe życie. Warto dobrze wykorzystać ten czas, zadbać o siebie i Maleństwo, świat się nie zawali (podobno). Jeśli możesz i czujesz, że potrzebujesz- to korzystaj. Ja w swoich 3 ciążach pracowałam do końca i to naprawdę bez taryfy ulgowej. Dziś wiem, że to był błąd. Nie bądź mądra po szkodzie, szanuj siebie i swoje dziecko. To Wy jesteście najważniejsi, czuj się rozgrzeszona ze wszystkich niepokojów na tle pracy

  • kotimyszkot

    Zdecydowanie podpisuję się pod wpisem agi-joz.. też chciałam pracować ile się da, a jak w pewnym momencie przez stres, nerwy, zmęczenie, zrywanie się o 6 i niedosypianie okazało się że zrobił się stan zagrożony (a wcześniej wszystko było dobrze) i wylądowałam w szpitalu rycząc ze strachu i bólu na korytarzu jak bóbr, tak natychmiast poleciałam na zwolnienie lekarskie. I to była najlepsza decyzja, która po macierzyńskim przerodziła się w decyzję o wychowawczym. I choć też lubię swoją pracę, to nie żałuję ani przez sekundę. Zdrówka dla Ciebie i dobrego weekendu :))

  • 45gogula

    każdy ma swoje możliwości i priorytety, a o siebie- jak wcześniej pisano- trzeba zadbać nade wszystko, bo nikt inny się nie będzie nami przejmował...Ty możesz mieć dylematy, ale inni to będą mieli w głębokim poważaniu, nie będą mieć skrupułów..więc sama najlepiej wiesz, że wysiłek, stres itp. jak na Ciebie wpływa ...pozdrawiam

  • ana119

    Pierwsze słyszę ze będąc w ciazy w biurze korpo pracuje się 4 godz ze względu na kompa. Nie spotkałam się z takim rozwiązaniem

  • Gość: [Marta] *.protonet.pl

    Ja w ciąży niewiele pracowałam. Pierwsze trzy miesiące spędziłam w domu walcząc z gigantycznymi mdłościami, czasem dystans sypialnia-kuchnia to było wyzwanie, a co dopiero chodzenie do pracy. Gdy poczułam się lepiej to wróciłam. Najpierw na 8 godzin (chyba 1,5 miesiąca), a cały grudzień już po 6. Po świętach zostałam w domu. Byłam osłabiona, a praca w laboratorium z coraz to większym brzuszkiem też nie była ani komfortowa ani zbyt bezpieczna.
    Każda kobieta, jak i każda ciąża jest inna. Ty napewno najlepiej wiesz co jest najlepsze dla Ciebie i dla Malucha. Życzę wytrwałości i duuużo siły!!!! :)

  • Gość: [Wężon] *.static.ip.netia.com.pl

    To nietypowo ta koleżanka miała w korporacji. Jakaś prociążowa firma. Nie słyszałam jeszcze o skracaniu czasu pracy.
    Owszem w kodeksie pracy był zapis, że kobieta w ciąży nie może pracować dłużej niż 4 godziny przy komputerze, ale to nie znaczy, że ma iść do domu. Może porządkować papiery, pisać ręcznie, cokolwiek. O puszczaniu do domu nie słyszałam.
    W większości przypadków to był martwy przepis.
    Stare ekrany, te grube promieniowały i było to szkodliwe. Płaskie nie są szkodliwe, więc zmienili też i przepis, który nie miał sensu i był nieużywany.
    Nie sądzę, żeby to zmieniło sytuację.

  • Gość: [Stycznioweczka] *.dynamic.gprs.plus.pl

    Trzymam kciuki żebyś wytrwała do końca roku szkolnego :) który u ciebie tydzień? :) U mnie 26. Pojutrze idę na krzywą cukrową, juz mam doświadczenie po pierwszej ciąży nie było zle

  • Gość: [Stycznioweczka] *.dynamic.gprs.plus.pl

    @Wężon okazało się już kilka lat temu że to mit w związku z tym promieniowaniem monitorów grubych czy cienkich , ba a nawet telewizorów starych.

  • kobietawbarwachjesieni

    Dbaj o siebie i o Maluszka. Teraz to jest najważniejsze.

  • akasza2

    Ja tam pracowałam i nie żałuję. :)
    A podobny dzień też mam za sobą: lekcje od rana, potem rada i konsultacje...

© MASZERUJ
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci