Menu

MASZERUJ

chciałabym daleko, ale najczęściej maszeruję do pracy

tydzień temu

jol-ene

Zaczęło się właściwie w niedzielę, 1 października. Nad ranem obudziły mnie skurcze i trwały przez kilka godzin. Niektóre naprawdę bolesne. Regularne, choć rzadkie. Ale minęły. 

W poniedziałek robiłam ostatnie badania krwi i moczu. Po południu odszedł czop śluzowy. Cały mój czas wypełniało już tylko czekanie. 

Bardzo chciałam urodzić we wtorek, bo we wtorek obchodziliśmy kolejną rocznicę zaręczyn. No i przypadała rocznica protestu kobiet, bardzo dla nas ważna. K. poszedł do pracy ubrany na czarno, jak rok temu. Ale poranek był spokojny. Wczesnym popołudniem poszłam odebrać wyniki badań i do pobliskiej naleśnikarni na obiad. W analizie moczu było coś, co mnie zaniepokoiło, umówiłam się na środę do lekarza. Naleśniki były pyszne, ale i tak niepokój wziął górę. Miałam jeszcze zajść do drogerii po nową pomadkę do ust, ale potoczyłam się do domu. Deszcz mżył i ja miałam ochotę płakać. Zadzwoniłam do K., by po pracy szybko wracał, był ze mną, z nami, tulił nas i pocieszał. A on zadzwonił chwilę po 17, że czarny protest, tramwaje nie jeżdżą i pędzi do domu, ale pieszo. A ja już miałam skurcze. Nieregularne i rzadkie, myślałam, że nic z tego nie będzie. Że to nerwy. Ale jednak... K. zrobił mi na kolacje tosty z serem, włączyliśmy do kolacji nowe show "Make Poland Great Again", a w czasie jego trwania pauzowalismy kilka razy, bym mogła na kolanach, gryząc fotel, przetrwać kolejne skurcze. Potem zaczęłam krwawić i nie byliśmy pewni, czy to czysta krew, czy tylko śluz podbarwiony krwią. Skurcze były co 6 minut. Pojechaliśmy do szpitala. Byliśmy na izbie przyjęć jakoś po 22. Przyjęli mnie od razu, choć uporanie się z dokumentacją zajęło trochę czasu. Chodziłam po korytarzu na czworakach.  

Potem już wielu szczegółów nie pamiętam. Na sali porodowej byliśmy po 23. Miałam jeszcze nie do końca zgładzoną szyjkę i rozwarcie na 2 cm. Zajęła się mną położna w wieku mojej mamy, bardzo miła, ale jednak niecierpliwa (gdy przy 3 cm prosiłam o cesarskie cięcie - skrzyczała mnie!) i cieszę się, że o 4 przejęła mnie pani Monika. O 4 dostałam znieczulenie. Wcześniej byłam bardzo długo podpięta do ktg, zapis budził wątpliwości. Śpiewałam w czasie skurczy. Chodziłam na kolanach. Położna założyła mi wenflon dopiero za piątym wkłuciem. Dostałam kroplówkę, by dzidziuś się zaczął więcej ruszać i antybiotyk z powodu dodatniego wyniku gbs. Raz zwymiotowałam. Nie mogłam znieść dotyku, nie chciałam masażu. W czasie ktg dostałam ciepły okład z pestkami wiśni na plecy (skurcze krzyżowe), a gdy zostałam odpięta weszłam na godzinę do wanny. Na piłce nie udało mi się usiąść, ból był zbyt mocny. To trwało tyle godzin. Od 17 do 4. A dziś wydaje mi się, że chwilę. 

Bałam się tego znieczulenia i anestezjolog był bliski odmowy. Na szczęście drobna pani Monika utrzymała mnie, by lekarz mógł się wkłuć. Piętnaście minut i zrobiło się błogo. Błogo dla ciała, ale dla duszy zaczął się koszmar. Bo i tak wolne tempo porodu - siadło. Dostałam oksytocynę. Po oksytocynie zapis ktg był jeszcze gorszy i dostałam ataku paniki, że dziecku dzieje się krzywda, że dusi je pępowina. Położne nie pozwoliły mi nawet na chwilę wstać do toalety, tylko cewnikowały. Gdy po 1,5 godzinie zaczęłam znowu czuć skurcze, autentycznie myślałam, że nie przeżyję tego porodu. Że obawa o dziecko, połączona z wyczerpaniem fizycznym i nieznośnym bólem zabiorą mnie na tamten świat. Płakałam kolejnych kilka godzin. Zaczęłam się domagać drugiej dawki znieczulenia, choć wróciło mi czucie, a nie ból. Udało się i jestem tak wdzięczna sobie, że żądałam i K., że chyba piętnaście razy poganiał położną i anestezjologa, by do mnie przyszli. Druga dawka działała niemal do końca porodu. Tyle, że we właściwej fazie czułam nadchodzące skurcze, ale nie ból. Ból pojawił się w ostatnich parciach, ale to było już po tym, gdy dotknęłam główki mojego dziecka.

Przez większość drugiej fazy rodziłam, kucając. K. powtarzał komendy położnych, bo ich słowa do mnie nie docierały. Wciąż byłam roztrzęsiona, choć przestałam płakać, po tym jak młoda położna z kolejnego dyżuru (zajęła się mną po pani Monice), zawołała starszą, która mnie zdrowo postraszyła próżnociągiem. Skoncentrowałam się, choć byłam wykończona. Chciałam jak najszybciej wypchnąć Witka i dowiedzieć się, że jest zdrowy. Parłam jak szalona, choć wciąż bałam się, że za słabo, chciałam mocniej. Oddychałam przez maseczkę z tlenem, by dotleniać dzidziusia. Drętwiały mi nogi ze zmęczenia. Parłam półtorej godziny. Ostatnich kilka skurczy i przerw między nimi miałam zamknięte oczy. Krzyczałam, ale chyba nie darłam się jak kobiety z sąsiednich sal porodowych. Gdy już się urodził, słyszałam jak go oklepywano. Przerażał mnie ten dźwięk, wydawał się taki głośny. K. mówi, że z zapartym tchem patrzył na jego sine ciało. A potem usłyszałam kwilenie i przytuliłam to drobne ciałko, wciąż nie otwierając oczu.

A gdy już byłam na to gotowa, wzięłam drobną dłoń i zobaczyłam, że nie ma tej linii papilarnej, której tak się bałam. Choć czułam się gotowa na to, by ją zobaczyć. Dwie godziny tę dłoń trzymałam w swojej dłoni i to drobne, gołe ciałko tuliłam do swojego nagiego ciała. A obok przez cały czas był i głaskał nas K.

To było równo tydzień temu. A ja mam wrażenie, że bez Witka to nas wcale nie było. 

 

 

Komentarze (13)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Sonadora - Rysiowa Kraina] *.man.generacja.pl

    Jezu kobieto, ja to ostatnio ciągle ryczę, ale po tym wpisie to już w ogóle...mam ciarki na całym ciele i płaczę po prostu. I tak sobie myślę, że z jednej strony cieszę się, że nie musiałam tego przeżywać, a z drugiej... jednak trochę żałuję, że nigdy nie poczuję tego rodzaju emocji.

  • nie-okrzesana

    Jesteś dzielna.

  • novembre

    Tak się nie robi, dopiero co się umalowałam!!
    Byłaś bardzo dzielna i silna. Te przeżycia zostaną w Tobie na zawsze, taka więź jest jedyna w swoim rodzaju.
    Gratuluję tego największego cudu na świecie ;).
    Uściski
    novembre

  • eliatrieste

    Gratulacje dla calej Rodziny! :)

  • kotimyszkot

    Ja to zawsze powtarzam, że kobiety to żadna słaba płeć! Medal za siłę, za przetrwanie i za ten cud narodzin :) Trzymajcie się ciepło całą rodzinką..

  • gem_ma

    I wszystko moje mi się przypomniało ;-). Naprawdę, świetnie sobie poradziłaś.; byłaś niesamowita. I kochasz już nad życie tego Witusia realnego, prawda? :-)

  • tessa37

    O matko, przerwałam w połowie opisu i przeszłam do szczęśliwego zakonczenia;) Najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło, teraz odpoczywaj i dochód do siebie:)
    A Twój synuś urodził się dzień po moich urodzinach, gdyby urodził się w tym dniu, w którym chciałaś, obchodzilibysmy je jednoczesnie;)

  • Gość: [Nieulotne] *.toya.net.pl

    Ależ się wzruszyłam. Byłaś bardzo, bardzo dzielna i dałaś z siebie wszystko. Ale miałaś naprawdę ciężki poród. To są niezapomniane chwile. Cieszę się bardzo, że Wasz Witek cały i zdrowy. Nie wątpiłam, że tak będzie, choć rozumiem Twoje obawy. Buziaki!

  • ana119

    Duże gratulacje!

  • sokramka

    Gratulacje dla Was wszystkich!

  • fiiki

    You did it! Porod stanowczo nie jest najprzyjemniejszym momentem w zyciu kobiety i tylko ta nagroda, ktora czeka na koncu, jest w stanie sprawic, ze juz po chwili czlowiek zapomina jak cierpial. A po kilku miesiacach zaczyna sie snuc rozmyslania na temat kolejngeo dziecka ;) Znajoma polozna nazwala to amnezja poporodowa, ktora sprawia, ze rodzaj ludzki nie wyginie i kobiety beda rodzic, mimo bolu i calego trudu porodowego :)

    Uczcie sie siebie nawzajem, napawajcie tymi pierwszymi tygodniami, niech swiat sie kreci dookola, Wy skupcie sie na sobie, to najpiekniejszy w zyciu czas!

  • kobietawbarwachjesieni

    Gratulacje dla całej rodziny.
    Przypomniałam sobie jak ja rodziłam. Z pierwszym dzieckiem poszło dosyć szybko, ale przy drugim traciłam przytomność w czasie parcia. Nie było żadnego znieczulania.

  • jol-ene

    Sonadora, no na pewno są to emocje jedyne w swoim rodzaju, choć pamiętam, że przez cały poród nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę, i że to JA rodzę. Z tymi emocjami czy bez - masz wspaniałego syna i to jest najważniejsze!

    Nieokrzesana, Novembre, Eliatrieste, Kotimyszkot, Ana, Sokramka, dziękuję za dobre słowa ;-)

    Gem_ma, kocham nad życie, jest taki drobny, piękny, nie wiem, jak mogłam się obawiać, mieć wątpliwości... ;-)

    Tessa, spóźnione, ale najlepsze życzenia urodzinowe ;-)

    Nieulotne, czeka nas jeszcze trochę pracy w dochodzeniu do formy po tym porodzie, no, ale jest z nami, zdrowy, piękny.

    Fiiki, coś w tym jest... Choć na razie to mój K. już zaczął coś przebąkiwać o rodzeństwie dla Witka, co mnie na razie przeraża, bo jeszcze pamiętam poród i teraz jestem taaaaka niewyspana ;-)

    Kobietowbarwachjesieni, nie wiem, jak wyście rodziły bez znieczulenia. Nie do opisania jest mój podziw!

Dodaj komentarz

© MASZERUJ
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci