Menu

MASZERUJ

chciałabym daleko, ale najczęściej maszeruję do pracy

fotel, pajace i witamina d

jol-ene

Jak my żyliśmy bez tego naszego Witka? 

Gdy w styczniu czwarty test ciążowy pokazał wreszcie dwie kreski nie wiedziałam o wyprawce dla noworodka nic. Jakie sprzęty są potrzebne? Jakie ubranka są najbardziej praktyczne? W jakie kosmetyki, leki się zaopatrzyć? Pamiętam te moje poszukiwania, lektury, wypytywanie koleżanek... I szaleństwo zakupów. Trochę szkoda, że człowiek uczy się dopiero na własnych błędach. 

Sprzęty

1. Łóżeczko. Kupiliśmy łóżeczko Sundvig w Ikei i nie ma dnia bym tego zakupu nie żałowała. Wkładanie i wyjmowanie dziecka jest męczące, większość "odłożeń" kończy się natychmiastową pobudką, no i w nocy dzieli mnie od synka ściana szczebelków (o ile w ogóle decyduje się na odkładanie). Gdybym dziś miała możliwość kupić łóżeczko jeszcze raz, kupiłabym dostawkę do naszego łóżka, a najchętniej wymieniła nasze łóżko na szersze i kupiła kokon. Tymczasem czasem marzę o tym, by wygonić K. z łóżka i spać smacznie tylko z Witkiem. A jeszcze rok czy dwa lata temu uważałam, że spanie z dzieckiem jest złe, jest lenistwem, jest przyzwyczajaniem dziecka do czegoś, czego potem trudno oduczyć. O uczuciach macierzyńskich nie wiedziałam nic!

2. Przewijak. Początkowo przewijak leżał na naszej komodzie, ale szybko okazało się, że jest za nisko i musieliśmy dokupić specjalny mebel. Generalnie wysokość musi się zgadzać, inaczej kręgosłup się zbuntuje po trzech dniach.

3. Wózek. Kupiliśmy używany (lecz w bardzo dobrym stanie) wózek Jedo Nevo i choć zauważam jego wady (jest dość toporny; koszyk na graty jest beznadziejny - trudno się do niego dostać, a gdy jest wypełniony szoruje o przednie koła; torba, która była w zestawie jest niefunkcjonalna) to bardzo go lubimy. Ja przede wszystkim lubię go za to, że Witek lubi w nim spacerować. Najczęściej zasypia po kilku minutach, a nawet jeśli nie, to podróżujemy po parkach w spokoju. 

4. Fotel. My mamy TAKI z Ikei. Jest wspaniały, fantastyczny, świetny. Dobrze się w nim zatapia z książką (przed porodem) i dobrze się w nim ogląda seriale, gdy Wituś śpi na rękach. Lubię też w nim karmić, choć i tak najczęściej karmimy się w łóżku, na leżąco. K. nie był przekonany do pomysłu zakupu fotela i to w takiej cenie. A teraz sam poluje na te chwile, kiedy nie okupujemy go z Małym.

5. Pralko-suszarka. W czasie ciąży zdecydowaliśmy się na wymianę pralki i K. uparł się, że suszarka będzie również niezbędna. Przez dwa miesiące życia Witka użyliśmy jej dwa albo trzy razy, wcale nie z konieczności. Niemniej cały czas wierzymy, że nadejdzie taka awaryjna sytuacja, w której okaże się, że zakup ten uratował nam życie.

 

Ubranka

Miałam nosa, by nie kupować ciuszków w rozmiarze 56. Kupiłam tylko 3 bodziaki z krótkim rękawem. Kilka szmatek pożyczyła mi koleżanka po swoim synku, ale większości z nich ani razu Witek nie miał na sobie. Od razu wskoczyliśmy w rozmiar 62, a teraz już używamy rozmiaru 68.

Od początku królowały u nas body z długim rękawem i półśpiochy, ewentualnie spodnie i skarpetki. Po kilku dniach polubiliśmy się z pajacami, których zakładanie początkowo nas przerosło. Właściwie do tej pory używamy tylko tego rodzaju ubrań, choć w związku z coraz niższymi temperaturami zaczynamy kolegować się z bodami z krótkim rękawkiem i bluzkami, bluzami z długim rękawem na wierzch.

Jeśli chodzi o firmy - bardzo lubię ubranka ze sklepu PINOKIO

 

 Kosmetyki i leki

Ach, to jest coś, co mnie pokonuje. Mam w sobie - nie wiadomo skąd - straszne obawy przed podaniem czegokolwiek, przed smarowaniem czymkolwiek. Takie lęki, że coś mu się od tego stanie, coś nieodwracalnego - choć to przecież bardzo mało możliwe.

Przez pierwszy miesiąc kąpaliśmy Witka tylko w wodzie z mąką ziemniaczaną. Na pupę pod pampersa stosowaliśmy różne specyfiki, a fakt, że ta pupa była odparzona i się nie goiła wzmagał moje obawy. Nie balsamowaliśmy jego ciała. Stosowaliśmy Octanisept na pępek i krem Weleda na niepogodę przed wyjściem na spacer. Tyle.

W drugim miesiącu życia zaczęliśmy używać morelowego płynu do kąpieli Coslys i wszyscy bardzo go lubimy - delikatnie się pieni, bardzo delikatnie pachnie, nie wywołał żadnej reakcji alergicznej. Kąpiemy Witka co drugi dzień od momentu, kiedy zaczęliśmy go regularnie kąpać (czyli ok. tydzień po urodzeniu). Witek kąpiele lubi; odkąd moczy pępuszek - jeszcze bardziej, a ja nie mogę doczekać się wspólnych kąpieli w dużej wannie.

W drugim miesiącu życia pojawiła się u Witka ciemieniucha i wyczesujemy ją z pomocą oleju kokosowego z Ministerstwa Dobrego Mydła. Olejem smaruję mu również rano policzki, które są szorstkie w związku ze schodzącą wysypką alergiczną (najprawdopodobniej pokarmową) oraz klatkę piersiową po kąpieli - z tej samej przyczyny, co policzki.

Nadal używamy kremu Weleda na niepogodę - a niepogody coraz więcej.

A co z pupą? Pupa jest w końcu jak u niemowlaka - gładka, pachnąca, bez przeklętych odparzeń i zaczerwienienień. Stosowaliśmy chyba wszystkie specyfiki dostępne bez recepty, a i jedną maść na receptę - bez rezultatów. Kilka razy zmienialiśmy pampersy. Mokrych chusteczek - Water Wipes - używaliśmy i używamy sporadycznie, gdy jesteśmy "na mieście". Ale doszłam w końcu do świństwa, które mu podrażniało skórę. Okazały się tym świństwem suche kwadratowe waciki firmy Tami, którymi czyściliśmy pupkę w domu (maczając waciki w ciepłej wodzie). Teraz używamy wacików firmy Isana, pampersów Babydream (białych) i smarujemy pupę Linomagiem (maścią) - i pupa wreszcie jest jak z reklamy.  

Na szczęście poza odparzeniami na pupie i alergiczną wysypką (na razie do obserwacji) Witek trzyma się w zdrowiu. Nawet po szczepionce nie gorączkował. W związku z czym nie musieliśmy podawać żadnych leków. 

Zgodnie z zaleceniami ze szpitala podajemy codziennie witaminę D i z tym też miałam spory problem, który zaowocował tym, że mam w domu witaminę D od 4 różnych producentów. Na forum Kwartalnika Laktacyjnego na fb dowiedziałam się, że oleje, w których rozpuszcza się wit. D mogą powodować problemy brzuszkowe. A Witek takie miał, więc zaczęłam poszukiwać wit. D z dobrym składem. Otarłam się o różne preparaty, jeden nawet na receptę (Devicap), ale ostatecznie stosujemy specyfik Vita z olejem kokosowym w składzie. Trudno powiedzieć, czy pomogła zmiana preparatu, czy organizm Witka po prostu dojrzewa - niemniej jest lepiej, coraz rzadziej płacze przy stękaniu kupki, coraz rzadziej pręży się przy puszczaniu bączków, coraz rzadziej ma wzdęty brzuszek.

 

Akcesoria

1. Rożek, kocyki, śpiworki, pościel.

Jeden z moich pierwszych zakupów to rożek firmy Makaszka z serii Super Hero, którego - jak widzę - nie ma już w sprzedaży. Mieliśmy go w szpitalu, potem używaliśmy go przez kilka nocy w domu. Teraz już Witka nie pakujemy do środka, bo okazuje się, że mój syn nie lubi, gdy jest za ciepło (nie wdał się w matkę). Jednak rożek leży rozłożony w łóżeczku i na nim Witek ucina sobie drzemki w dzień lub wpatruje się w swoje zabawki, gdy ja potrzebuję chwili dla siebie.

Niedługo po rożku zdecydowałam się na zakup kocyka 50% bawełna, 50% bambus firmy LullaLove. Ganiłam się w myślach, że wydaję kasę na jakieś luksusowe, niepraktyczne gadżety, ale kocyk ten okazał się takim hitem, że niedawno kupiłam drugi taki sam! Jeden służy nam w wózku (i wiecznie słyszymy komentarze, że na pewno Witkowi zimno, bo przecież powinien mieć gruby, polarowy, nieoddychający koc), a drugi w nocy. Testowaliśmy w nocy różne przykrycia i ten koc jest najlepszy. Jest na tyle ciężki, że Witek nie podniesie go i nie przykryje sobie twarzy. Z tego samego powodu rzadko go skopuje. No i przykryty tym kocem ma ciepły karczek i nawet ciepłe rączki.

Śpiworki. Kupiłam jeden w Ikei i leży w walizce, bo okazał się mieć niepraktyczne zapięcie (nie sposób wyjąć z niego dziecko bez obudzenia lub - co gorsza - schować w niego dziecko bez obudzenia). Drugi śpiworek dostaliśmy od mojej kuzynki, ale niestety welurowy, a welur to materiał, którego nasz syn nie akceptuje. Tym sposobem zraziliśmy się do śpiworków i - jak pisałam wyżej - zainwestowałam w drugi kocyk LullaLove.

Kupiłam pościel z tej samej serii co rożek (Makaszka). Ostatnio zaczęliśmy używać poduszki, ale tylko do ćwiczeń, zgodnie z zaleceniami rehabilitanta. Natomiast kołdry nie użyjemy chyba nigdy. Totalnie zbędny wydatek. 

2. Poduszka do karmienia. Długo się wstrzymywałam z zakupem poduszki do karmienia, myśląc że poradzę sobie w razie czego ze zwykłą poduszką. W ostatniej chwili jednak kupiłam używaną poduszkę z firmy Makaszka, z serii Szachownica. Bardzo rzadko jej używam, ale nie żałuję zakupu. Po pierwsze na początku K., gdy trzymał Witka, podkładał sobie tę poduszkę, bo czuł się bezpieczniej. Po drugie podkładam ją mojej siostrze, gdy trzyma Witka. Po trzecie jednak kilka razy na początku na niej karmiłam (ale zawsze albo było mi niewygodnie, albo miałam wrażenie, że Witkowi jest niewygodnie; doradczyni laktacyjna stwierdziła, że jestem za wysoka na poduszki). Po czwarte Witek uwielbia się w nią wpatrywać (ach te czarno-białe barwy).

3. Chusta. Kupiłam chyba tydzień przed porodem, używaną, za stówkę. Nowa chusta to duży wydatek; podobno "złamanie" nowej chusty to duży wysiłek, a ja nie byłam pewna, czy będę chustować, a tym "łamaniem" nie chciałam się zniechęcić. Oboje lubimy chustę, choć zbyt dużo jej nie używamy, ponieważ wciąż nie umiem perfekcyjnie wiązać i boję się zbyt długo nosić Witka z obawy, że ma nie najlepszą pozycję (ale i tak lepszą niż na rękach). Dociąganie chusty to ciężka, fizyczna praca, a ja mam słabiutkie ręce. Jednak wciąż doszlakamy się na warsztatach w Szumiś Cafe - jednej z warszawskich kawiarni przyjaznych mamom i dzieciom.

3. Karuzelka. Po narodzinach Witka kuzynka zaoferowała się, że sprezentuje nam karuzelkę, ale mamy sami wybrać jaką. Naoglądałam się tych karuzelek, przeraziłam tym, jak straszne są te zabawki (ja się czuję przez nie przebodźcowana, a co powiedzieć o takich maluszkach). Ponieważ problemów z koncentracją strasznie się boję, a wiem, że takie zabawki nie są bez wpływu na układ nerwowy dziecka, zdecydowałam się na coś bardzo prostego. I tak dostaliśmy karuzelkę firmy Muzpony. Jesteśmy bardzo zadowoleni, choć melodyjka mogłaby być dłuższa. Ale coś za coś. Witek już od jakiegoś czasu wodzi wzrokiem za powolutku sunącymi nad jego głową gwiazdkami i rakietami kosmicznymi z filcu. Z filcu, a nie z plastiku. W ciepłych, choć wyraźnych barwach, bez jaskrawych kolorów i mrygających świateł.

4. Mata edukacyjna. Chodziły za mną puzzle Skip Hop spełniające funkcję maty edukacyjnej. W końcu je kupiłam. Argumentem ostatecznym była konieczność rehabilitowania Witka w związku ze wzmożonym napięciem mięśniowym, a ani nasze łóżko, ani jego łóżeczko się do tego nie nadają. I tak rozłożyliśmy część maty i spędzamy na niej część dnia. Bardzo lubimy!

5. Leżaczek - bujaczek. Nie mamy. Ale Mikołaj chce nam przynieść. Oczywiście ja już się naczytałam, jakie to zło totalne. I z fizjoterapeutycznego, i z neurologicznego punktu widzenia: koszmarna postawa plus wibracje, których układ nerwowy maluszka nie jest w stanie udźwignąć bez negatywnych konsekwencji. A z drugiej strony pokusa zjedzenia w weekend śniadania razem z K. i Małym w nas wgapionym jest olbrzymia. Nie mówiąc, o prysznicu w cywilizowanych warunkach, tzn. nie o 13.00, kiedy Mały ma drzemkę. Ale nie chcę wydawać 600 zł na Babybjorn. Co tu poradzić? 

 

 

No więc bez Witka tworzyłam wpis w ciągu godziny, a nie przez kilka dni. 

 

mata

Komentarze (14)

Dodaj komentarz
  • kotimyszkot

    I wszystko co potrzebne, wyszło w praniu :) Niech nadal zdrówko będzie z Wami!

  • gem_ma

    fajowskie te maty! Za parę lat Witek będzie na nich judo ćwiczył, zobaczysz :-))

  • Gość: [Sonadora - Rysiowa Kraina] *.man.generacja.pl

    Kurcze ja tak chciałam tę matę, ale cena mnie przerosła. Mamy zwykłe puzzle, brzydkie:( A leżaczek, no cóż, czasem się przydawał (mieliśmy trzy...), ale najwięcej czasu i tak spędzaliśmy na macie.

  • Gość: [Nieulotne] *.toya.net.pl

    Jeśli chodzi o łóżeczko, to mam tę samą refleksję. Na początku wprawdzie mieliśmy kołyskę przy łóżku (zawsze zablokowaną, bo Wojtek nienawidził kołysania), ale w sumie przespał w niej może ze dwa tygodnie, a w połowie nocy i tak lądował u nas. W końcu by go nie przygnieść, zakupiłam kokon. Ale my mamy spore łóżko (180/200), dzięki czemu mogliśmy tak spać we trójkę. Teraz śpię z Wojtusiem sama i aktualnie nie wyobrażam sobie inaczej :) Mężu siedzi do późna w nocy i przychodzi do nas rano.

    Też podejrzewałam witaminę D i również testowałam różnych firm. Z perspektywy stwierdzam, że to jednak chodziło o dojrzewanie organizmu i adaptację do nowych warunków.

    Ja kupiłam nieszczęsną huśtawkę hybrydową InGenuity, właśnie z tych względów, o których piszesz. Wojtek za nic nie chciał w niej siedzieć. Teraz czasem go wkładam na 5 min, by wypakować w spokoju zmywarkę. Żałuję, że nie kupiłam jednak tego leżaczka Babybjorn, bo on jednak działa na innej zasadzie i pozycja jest inna i myślę, że by się sprawdził. Trochę podobny i dużo tańszy ma firma Kinderkraft.

    Śpiworek bardzo się przydaje zimową porą w spacerówce, w gondoli rzeczywiście może być niezbyt praktyczny. My mieliśmy podobny kocyk firmy Poofi. Ile ja się nasłuchałam, że Wojtkowi pod nim zimno, nawet wiosną (!).

    Też lubię ciuszki Pinokio. Karuzela piękna, szkoda, że nikt nie chciał nam takiej sprezentować, he, he. Mata to u nas jeden z najlepszych zakupów. Jedyne, czego żałuję, to że nie odważyłam się chustować Wojtusia i że nie umówiłam się z jakimś doradcą chustowym. Jeśli jeszcze kiedyś będzie mi dane, to na pewno z tego nie zrezygnuję.

    Rozpisałam się jak nie wiem co. Bardzo się cieszę, że Witek lubi spacery i gondolę. Ściskamy!

  • Gość: [Karolina Nasze Bąbelkowo] *.dynamic.gprs.plus.pl

    My nie mieliśmy przewijaka - bo najlepiej sprawdzało się przewijanie Bąbla na dywanie, na jednorazowych podkładach higienicznych. Najbardziej przydały się nam podgrzewacz do butelek , mata edukacyjna i karuzelka. Wszelkie otulacze i tego typu rzeczy u nas odpadały, bo synek nie lubił mieć skrępowanych ruchów - ale trochę żałuję, ze nie spróbowaliśmy chustonoszenia.

  • jol-ene

    Kotimyszkot, zgadza się, dziękujemy ;-)

    Gemma, no liczę na to, że będzie nam mata długo służyła, bo kosztowała niemało...

    Sonadora, no, cena ogromna, nam udało się kupić na promocji -10% i to za kasę, którą dostaliśmy od rodziny w prezencie z okazji narodzin Witka. niemniej to się w głowie nie mieści, ile te wszystkie akcesoria kosztują...

    Nieulotne, nasze łóżko to tylko 140/200, więc ciasnota, ale od dwóch nocy i tak śpimy we trójkę. Witek śpi o wiele spokojniej z nami niż sam w łóżeczku... Muszę poczytać o tych leżaczkach Kinderkraft, bo nie słyszałam... Co do śpiworków, to ja kupiłam taki do wózka, ale czekam z nim na prawdziwe mrozy, tu raczej pisałam o takich śpiworkach stricte sypialnianych, które się na ramionach zapina. A jeśli chodzi o chustowanie... cóż,.. jest czego żałować ;-) ja żałuję, że jest zima i nie możemy w chuście wyjść na krótki spacer (nie mamy odpowiedniej odzieży, a kupować specjalnej nie zamierzam, bo to znowu wydatki rzędu kilku stów). u nas była nauczycielka chustowania w domu i chodzimy też na warsztaty do Szumisia, szkolimy się, bo chcę chustować jak najdłużej, przynajmniej by doczekać wspomnianego spaceru. chyba nigdy nie zapomnę uczucia, gdy pierwszy raz go miałam w chuście, tak blisko, tak mocno przy sobie. no, to ja też się rozpisałam ;-) i też ściskamy ;-)

    Karolina, no, każdy wypracowuje swoje metody i inne rzeczy u niego są naj, bo - umówmy się - to nie my decydujemy, a nasze dzieci ;-) mata i karuzelka to u nas też hity.

  • Gość: [Marta] 185.107.143.*

    A u nas to łóżeczko sprawdza się super i to właśnie na nim mamy przewijak, ale ja mam 160 o wysokość jest idealna :) Też mamy karuzele z muzpony ale z trochę innym wzorem.
    My żadnego leżaczka ani bujaczka nie mamy i w sumie nie żałuje. Gdy Nela była mniejsza to wkładałam ją na chwilę do fotelika samochodowego (na tyle co szybki prysznic) - co zresztą bardzo pomagało jej zrobić kupkę. A teraz ona tak dużo się rusza, że nie wyobrażam sobie jej zapiąć w leżaczku, bo obstawiam że spotkałoby się to z głośnym protestem.
    Pralko suszarki zazdroszczę. Poczekaj do rozszerzenia diety, u nas rekord to 7 bodziaków na jeden dzień, więc suszarka z praniem stoi non stop pełna.

  • oranvag

    No proszę. U Ciebie też o przedmiotach!

  • fiiki

    Łóżeczko było u nas składzikiem zabawek i wypranych ciuchów, po kilku miesiącach się go pozbyliśmy. Zadnych gniazd, kokonów, pościeli, spoworkow, rozkow, specjalnych kocyków nie było. Na podłodze kladlam na dywanie i ewentualnie rozlozonym na nim pierwszym zbrzegu kocu. Witamina d jest slynna z generowania problemów brzuszkowych, ale na tych polskich się nie znam, wiem co tu w Finlandii jest ok, a czego mamy powinny unikac. Lezaczek miałam, bo dzieci były ze mna wszędzie, najbardziej przydawal się w łazience, gdy się myłam, kosmetykowalam, wieszałam pranie itp. Kuchnie mamy otwarta na salon, wiec gdy w niej urzedowalam młode widzialy mnie z "salonowej" podłogi. Lezaczek nie miał zadnych wirbacji, muzyczek ani bujania, za to rozkladal się na plasko. Co do alergii, nie wiem jak obserwujesz, ale wiem, ze najpopularniejsza jest na bialko mleka krowiego i wtedy zaleca się odstawienie wszelkiego nabialu, czytania wszystkich skladow, bo serwatka, bogata wlasnie w krowie bialko jest w mnóstwie produktów, a do tego również należy uwazac na soje i jajka bo często ida w parze z alergia na bialko krowie. Jeśli po 2 tyogodniach od ostawienia tego wszystkiego nie ma poprawy, winnego trzeba szukac gdzie indziej. Jak by co, sluze radami, 3 lata bylam na diecie bezmlecznej/bezsojowej, jajka na szczęście mogłam jesc :)

  • fiiki

    jeszcze tylko dodam, ze alergeny mogę dzialac wlasnie do 2, a nawet 3 tygodni po ich spożyciu, dlatego obserwacje w stylu 2-3 dni niejedzenia czegos nie daja zadnych wynikow

  • jol-ene

    Kiiki, obserwacja polega na sprawdzaniu czy wysypka się nie zaognia. Na razie nie ograniczam się w jedzeniu. W Kwartalniku Laktacyjnym przeczytałam, że teraz alergolog każe odstawiać tylko nabiał, potem jaja, a jak nie ma po kilku tygodniach poprawy, to i tak jeść. Wszystko. Na razie wysypka stanęła. Trochę na klacie, więcej na buzi. Czekamy az zejdzie, ale to ponoć może potrwać...

  • fiiki

    jak nie ma poprawy po odstawieniu czegos tam, to jasne, ze jesc. szukajac innego winnego. na mleko pada najpierw, bo to najczestsze zlo ;) oby minelo samo I juz nie wracalo, bo dieta eliminacyjna bywa upierdliwa

  • Gość: [Ceroma] 5.63.188.*

    Super długi wpis. Lubię taką konkretną dawkę słów.



    ____________
    gamera.pl/kategoria-produktu/fotele-komputerowe/

  • mieszam

    A ten biały wałeczek na zdjęciu, to pomoc w utrzymywaniu pozycji na brzuszku?

Dodaj komentarz

© MASZERUJ
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci