Menu

MASZERUJ

chciałabym daleko, ale najczęściej maszeruję do pracy

kamienie milowe

jol-ene

Mój Mały śpi w łóżeczku obok. Usteczka mu chodzą przez sen, więc pewnie już niedługo obudzi się i wyląduje w naszym łóżku.  I zostaniemy razem do rana.

Dziś mijają równo dwa miesiące odkąd jesteśmy w domu we trójkę. Witek ma dwa miesiące i dwa dni.

Ten drugi miesiąc to prawdziwy kamień milowy w jego rozwoju.

Zaczął się uśmiechać i kiedy zrobił to pierwszy raz - tak jak myślałam - rozpłynęłam się z rozkoszy. Karmiliśmy się w łóżku, leżąc. I nagle podniósł oczy, i uśmiechnął się do mnie całą buzią: usteczkami, tymi swoimi ciemnymi oczami, policzkami. Nie dało się nie uronić łzy.

Zaczął gadać i ma najsłodszy głosik na świecie. Jego "a guuu" powoduje, że ciarki rozkoszy przechodzą po moim matczynym sercu.

Zaczął wodzić wzrokiem za nami, za zabawkami. Do tego jego spojrzenie jest takie rozumne! (Niemniej nastąpiło to tak szybko, że brakuje nam atrakcyjnych, lecz mądrych zabawek!)

Zaczął robić jedną lub dwie kupy dziennie i ani jednej w nocy, co jest wielką ulgą dla niewyspanej matki.

Poza tymi czterema kamieniami milowymi Wituś coraz więcej czasu spędza na brzuchu. W drugim miesiącu życia zaczął spędzać część dnia na macie i całkiem to lubi. Potrafi też wytrzymać kilka minut sam w łóżeczku, gdy nikt go nie zabawia: ogląda wtedy sunące nad jego głową filcowe gwiazdki i rakiety z karuzelki lub ogląda czerwono-czarno-białą książeczkę sensoryczną (która powoli mu się nudzi).

W tym drugim miesiącu wreszcie do końca wygoił się pępek. Pozbyliśmy się też ciemieniuchy, ale czesanie czy też masaż głowy szczotką z naturalnym włosiem nadal jest obecny podczas porannej toalety. Witek to uwielbia, śmieje się wtedy! Alergiczna wysypka zniknęła z klatki piersiowej, ale na buzi skóra wciąż jest zaczerwieniona i szorstka. Przypałętało nam się też zapalenie spojówek, oczy koszmarnie ropieją, no ale już z tym walczymy.

Myślę, że jest coraz bardziej odważny i otwarty na świat. Na początku każde nasze wyjście lub odwiedziny gości przeżywał wieczorami nieutulonym płaczem. Wystarczyła półgodzinna wizyta mojej przyjaciółki, by potem płakał przez dwie godziny i dopiero długie kangurowanie dawało ukojenie. Teraz już nie płacze, nie przeżywa. Choć sypia w nocy niespokojnie. Wierci się i jęczy. I z tego powodu też po pierwszym nocnym karmieniu nie odkładam go już do łóżeczka, tylko zostawiam przy sobie. Często go w nocy głaszczę.

Bardzo lubię nasze wspólne spanie, a tak bardzo się go bałam. Lubię chwile na macie. Lubię jego pierwszą w ciągu dnia, krótką drzemkę na moich rękach, gdy zatapiamy się w fotelu i oglądam serial. Lubię spacery i gości. Ale i tak wciąż najprzyjemniejsze są te kwadranse przy piersi. Czasem nadrabiam wtedy zaległości w necie lub czytam książkę (obecnie "Syrop z piołunu" Pawła Smoleńskiego), jednak najczęściej tulę go i patrzę na niego. I wciąż nie mogę się napatrzeć.

Wit

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • kotimyszkot

    Po trzech latach to nie mija.. i pewnie nie minie nigdy, bo często łapię moją Mamę na tym, jak nieprzerwanie mi się przygląda. Swojej córce, już ze zmarszczkami ;) Piękny ten niemowlęcy czas. Wielu takich miłych chwil dla Was :)

  • oranvag

    A zdjęcia robisz? Bo jakkolwiek Ci się to nieprawdopodobne wyda - wszystkie te chwile bardzo dokładnie zapomnisz za parę lat.

© MASZERUJ
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci