Menu

MASZERUJ

chciałabym daleko, ale najczęściej maszeruję do pracy

takie pierwsze i takie nowe

jol-ene

Urodził się 4. października. Pierwszy raz miałam go w ramionach. 

Ostatnio poprosiłam K., żeby opowiedział mi poród. Pamiętamy go prawie tak samo. Tylko jedną ważną rzecz mi przypomniał. Chyba to wyparłam ze świadomości, takie to straszne. Gdy już Witka urodziłam, gdy miałam zamknięte oczy, gdy słyszałam jak go oklepywano, lekarka powiedziała "przetrzymaliśmy go“, a K. powiedział" "Witek, chodź do nas". Nie mogę powstrzymać łez, gdy o tym myślę.

6. października wróciliśmy do domu. Po południu słuchaliśmy tego, pierwsza muzyka Witka:

Witek spędził pierwszą noc z nami, u siebie. Zamiast spać, patrzyłam na niego. Rano byłam nieżywa, po czterech praktycznie nieprzespanych nocach. 

7. października poznał moją mamę, 10. jechał pierwszy raz autobusem (do przychodni na ważenie), 20. był pierwszy raz w restauracji (poszliśmy z K. na obiad, wracając ze spaceru; ta restauracja to Nadwiślański Świt i tak ogólnie to za nią nie przepadamy, ale jest pod domem). 

22. października Witek poznał mamę K. 

6. listopada po jednej z pierwszych sesji leżenia na brzuchu odpadł mu kilkut pępowiny. 

20. listopada to był najbardziej wyjątkowy dzień od dnia narodzin i powrotu do domu ze szpitala. Karmiliśmy się w łóżku, gdy nagle Witek wypuścił pierś, podniósł oczy i pierwszy raz się uśmiechnął. Te uśmiechy w czasie karmienia i tuż po przebudzeniu rano są najsłodsze na świecie.

25. listopada był na pierwszym (i jedynym dotąd) spacerze tylko z tatą. 26. jechał pierwszy raz pociągiem, ale tylko pod Warszawę. Pierwszą dłuższą podróż pociągiem zaliczył 10. grudnia - do Olsztyna i płakał tylko kilkanaście minut: między Działdowem a Nidzicą. Był to porządny płacz.

Zanim pojechał do Olsztyna, odwiedziliśmy moją pracę - 28. listopada.

23. grudnia Witek zobaczył swoją dłoń. I zaczął robić zeza. 

13. stycznia zdarzyły się dwie rzeczy: Witek uśmiechnął się do swojego odbicia w lustrze. I głośno się śmiał, gdy K. zabawiał go na przewijaku. Momenty, gdy Witek się śmieje są wyjątkowe, bo to nie jest wielki śmieszek. 

31. stycznia pierwszy raz złapał zabawkę, leżąc na brzuchu. Leżał tak w gondoli, gdy ja konsumowałam obiad w Galerii Mokotów pomiędzy wizytą u pediatry na Mokotowie a wizytą u rehabilitantki na Ursynowie. 

Jutro Witek skończy 4 miesiące. Czasami jestem taka zmęczona, marzę o przespaniu nocy, o niczym niezakłóconej godzinie przy komputerze, o wypiciu wina z koleżankami. Jednak jak tylko pomyślę, jak ten czas szybko mija, jaki ten mój chłopiec jest już duży, zmęczenie mija, ochoty mogą poczekać.

Ostatnio ten mój słodziak mruczy podczas jedzenia i tuż przed zaśnięciem. Ptaszątko zmieniło się w kociątko.

Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Sonadora] *.man.generacja.pl

    Jak ten czas leci...mój Ryś za półtora miesiąca kończy rok, a mi się chce troszkę płakać, że przestaje być małym bobaskiem mamusi. Ale za to mamy inne pierwsze razy, świadome zarzucenia rączek na szyję, świadome przytulasy z jego inicjatywy...i czekam jeszcze tylko na to pierwsze "mama"

  • jol-ene

    O tak, Witek czasami przypadkiem obejmie szyje, czy raczej dotknie rękami szyi... co za uczucie!

  • oranvag

    Mamo! Nie wiedziałem, że prowadzisz bloga!

  • Gość: [Karolina Nasze Bąbelkowo] *.dynamic.gprs.plus.pl

    Piękna nuta - i jeszcze piękniejsze wspomnienia :) Masz rację, czas zasuwa nieubłaganie...

© MASZERUJ
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci