Menu

MASZERUJ

chciałabym daleko, ale najczęściej maszeruję do pracy

[1] Witek je!

jol-ene

Mój Bobasiński od dwóch tygodni wcina ludzkie żarcie!

Przykładowych jadłospisów na początek rozszerzania diety jest w necie na pęczki, ale ja nasz też opublikuję, by pozostała dla Małego pamiątka.

Wystartowaliśmy, gdy Witek miał 6 miesięcy i 10 dni.

Miglanc nie siada i nie siedzi bez podparcia, więc je na kolanach. (Nie mamy jeszcze nawet krzesełka i nie wiemy, jakie kupić - przyjmuję więc rekomendacje! Ikeowskie ma dwie wady: mniejsza - brak podpory na stopy; większa - dziecko nie może samodzielnie wejść i zejść.)

Miglanc nie ma żadnego zęba, lecz cztery jedynki w natarciu.

Miglanc ma ŁZS, a więc nie sposób stwierdzić, czy rewelacje na jego skórze to np. alergia na jakiś produkt, czy znów się spocił (bo jest +15 i matka odważyła się założyć body z długim, a nie krótkim rękawem -oczywiście na spacer, nie że w domu), więc nie bawię się w jedną rzecz raz na tydzień, daję więcej i drżę, by nic złego nam się nie przytrafiło.

Jak na razie zainteresowanie jest spore. Warzywa cieszą się większą atencją niż owoce i kasze.

Od pierwszego dnia coś tam do brzucha trafia, bo znajduję to potem w pielusze. Jednak kompletnie nie skupiam się na tym, czy i ile Witek zjada. Jak sobie pomyślę o mamach, które potrafią w mililitrach określić ilość pokarmu, którą przyjmują ich dzieci, to odczuwam mieszankę współczucia i podziwu.

Od początku stosujemy metodę BLW bez żadnych wyjątków. To znaczy: jemy razem i to samo (choć my z K. mamy czasem więcej składników w daniu niż Mały). Podajemy wszystkie konsystencje: papki, przeciery, warzywa niemal rozgotowane i całkiem twarde. Od początku uczymy Witka korzystania z łyżki i kubka. Łyżką operuje sam, choć czasem pomagam mu coś na nią włożyć. Kubeczek mu przytrzymuję, ale ze dwa razy celnie skorzystał z niego zupełnie sam. Oczywiście większość jedzenia i tak memła rękami.

Z kubeczka doidy Witek pije zupy i po każdym posiłku wodę. 

Bałagan na razie nie taki straszny.

 

14 kwietnia, sobota (dzień 1):

  1. kasza jaglana, woda
  2. brokuł, ziemniak, woda

15 kwietnia, niedziela (dzień 2):

  1. awokado, chleb, woda
  2. cukinia, makaron penne, woda (cukinia mniam!)

16 kwietnia, poniedziałek (dzień 3):

  1. kasza jaglana, woda
  2. zupa krem z buraków, woda

17 kwietnia, wtorek (dzień 4):

  1. kasza manna, woda
  2. zupa krem z buraków, kalafior, woda

18 kwietnia, środa (dzień 5):

  1. kasza kukurydziana, woda
  2. brokuł, ziemniak, woda (nic nie tknął)

19 kwietnia, czwartek (dzień 6)

  1. kasza kukurydziana, woda
  2. marchew, pietruszka, woda (zajadał się)

20 kwietnia, piątek (dzień 7)

  1. kasza jaglana, woda

21 kwietnia, sobota (dzień 8)

  1. kasza jaglana z suszoną morelą, gruszka, woda
  2. makaron żytni, szpinak, cukinia, woda (szpinak mniam!, cukinia mniam!)

22 kwietnia, niedziela (dzień 9)

  1. komosa biała, starte jabłko, woda
  2. kopytka koperkowe, cukinia, woda (memłał kopytka z wielkim apetytem)

23 kwietnia, poniedziałek (dzień 10)

  1. owsianka, mus jabłko + gruszka + banan, woda
  2. zupa krem z brokuł, woda

24 kwietnia, wtorek (dzień 11)

  1. awokado, papryka surowa, woda (papryka mniam!)
  2. zupa krem z brokuł, marchewka, woda (marchewka mniam!)

25 kwietnia, środa (dzień 12)

  1. owsianka z suszoną morelą, gotowane jabłko, woda
  2. zupa krem z brokuł, ryż, batat, woda (tylko memłanie rączkami)

26 kwietnia, czwartek (dzień 13)

  1. kostki jaglane z suszoną morelą, mus z jabłka, woda
  2. cukinia, papryka na parze, kostka jaglana z suszoną morelą, woda (warzywa mniam, kasza nietknięta)

27 kwietnia, piątek (dzień 14)

  1. kasza jaglana, banan, woda (chyba jakiś przełom w stosunkach z kaszą jaglaną - duże zainteresowanie)
  2. sałatka z buraka i gruszki, woda (wszystko mniam!)

 

Dziś na śniadanie wjechało żółtko jaja kurzego, czyli coś bardzo alergizującego, przed czym miałam stracha. No, ale póki co - jest ok. Z powodu stracha nie odważyłam się dać na raz także białka jaja. Przed nabiałem też mam stracha. Przed mięsem mam opory natury moralnej. A gdybyśmy tak wszyscy zostali wege?

Trudno się logistycznie zorganizować z podawaniem atrakcyjnych posiłków w optymalnej temperaturze, kiedy dziecko jest w odpowiednim nastroju. Ale jest to wyzwanie, które póki co dostarcza mi więcej radości niż frustracji.

Inspiracje czerpię oczywiście z bloga ala'antkowe blw.

 

Komentarze (5)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Sonadora] *.man.generacja.pl

    Łyżką operuje sam? Zazdroszczę...u nas wszystkie sztućce i miski lądują na podłodze. Picie tylko z b.boxa. Kładę sztućce obok, jak mu coś nabiję na widelec to zjada, ale sam nic...

  • cien_wiatru_ona

    Doidy jest fajny, też mieliśmy. Juniorka lubi kaszę i makarony. I ku mojej radości po przeszło rocznej przerwie znowu zaczyna jeść warzywa.
    Smacznego Młodemu Smakoszowi :)

  • jol-ene

    Sonadora, wkłada sam łyżkę do buzi (jak wszystko, taki etap), ale nie nabiera na nią jedzenia, pomagam mu w tym.

  • jol-ene

    Cień wiatru ona, ponoć dzieci mają taką fazę, że w pewnym momencie odrzucają to, co wcześniej lubiły i chętnie jadły. Potem wraca im na to smak, ważne, żeby przez ten czas nie znielubiły jedzenia w ogóle przez naszą presję.

  • cien_wiatru_ona

    Niby tak, niby się o tym wie, ale i tak oczy ż orbit rodzicowi wychodzą gdy pociecha krzywi się na widok wszystkiego, co do tej pory było pyszne (no i jest zdrowe) a swoje menu ogranicza do dwóch rzeczy. Ale też na szczęście nie wszystkie znajome dzieci przechodziły "okres odrzucenia" :)

© MASZERUJ
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci