Menu

MASZERUJ

chciałabym daleko, ale najczęściej maszeruję do pracy

[2] Witek je!

jol-ene

 

Drugi tydzień rozszerzamy dietę. Bez zębów, bez krzesełka do jedzenia, chyba, że można krzesełkiem nazwać wygodne nogi mamy lub taty. Nie opada ani mój entuzjazm, ani Witka.

Oto, co jedliśmy:

21 kwietnia, sobota (dzień 8)

  1. kasza jaglana z suszoną morelą, gruszka, woda
  2. makaron żytni, szpinak, cukinia, woda (szpinak mniam!, cukinia mniam!)

22 kwietnia, niedziela (dzień 9)

  1. komosa biała, starte jabłko, woda
  2. kopytka koperkowe, cukinia, woda (memłał kopytka z wielkim apetytem)

23 kwietnia, poniedziałek (dzień 10)

  1. owsianka, mus jabłko + gruszka + banan, woda
  2. zupa krem z brokuł, woda

24 kwietnia, wtorek (dzień 11)

  1. awokado, papryka surowa, woda (papryka mniam!)
  2. zupa krem z brokuł, marchewka, woda (marchewka mniam!)

25 kwietnia, środa (dzień 12)

  1. owsianka z suszoną morelą, gotowane jabłko, woda
  2. zupa krem z brokuł, ryż, batat, woda (tylko memłanie rączkami)

26 kwietnia, czwartek (dzień 13)

  1. kostki jaglane z suszoną morelą, mus z jabłka, woda
  2. cukinia, papryka na parze, kostka jaglana z suszoną morelą, woda (warzywa mniam, kasza nietknięta)

27 kwietnia, piątek (dzień 14)

  1. kasza jaglana, banan, woda (chyba jakiś przełom w stosunkach z kaszą jaglaną - duże zainteresowanie)
  2. sałatka z buraka i gruszki, woda (wszystko mniam!)

 

Dziś na śniadanie wjechało żółtko jaja kurzego, czyli coś bardzo alergizującego, przed czym miałam stracha. No, ale póki co - jest ok. Z powodu stracha nie odważyłam się dać na raz także białka jaja. Przed nabiałem też mam stracha. Przed mięsem mam opory natury moralnej. A gdybyśmy tak wszyscy zostali wege?

 

Komentarze (6)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Marysia Krucha] *.centertel.pl

    Zaraz mi się przypomniało jak pisałaś, że Witek to amstaf w ludzkim wydaniu ;)) jadłospis wygląda interesująco. Nie ma się co dziwić, że (prawie)wszystko znika. Dla mnie rozszerzanie diety to narazie abstrakcja, dlatego czytam i uczę się ;)

  • jol-ene

    Marysiu, bez przesady, nie wszystko znika, a jak już to pod stołem :)
    Warto się do rozszerzania diety dobrze przygotować, to super przygoda. Sama jestem ciekawa jak ona się u nas skończy, tzn. kiedy Witek przestanie jeść mleko z piersi, czy będzie jadkiem czy niejadkiem :)
    Uściski dla Ciebie i głaski dla brzuszka :)

  • Gość: [Nieulotne] *.toya.net.pl

    Jeny, ile pyszności u Was, w dodatku jak różnorodnie i zdrowo. Kopalnia inspiracji. Bardzo podziwiam Cię też za zorganizowanie. Na pewno wiele ułatwia, gdy gotuje się to samo dla siebie i dziecka. Niestety, mój Wojtuś jest bardzo trudny, jeśli chodzi o jedzenie. Ciągle walczę, by przekonać go do nowych smaków i struktur i do tego, co my jemy, ale przy niejadku, w dodatku uparciuszku, nie jest to łatwe. Powodzenia w dalszym rozszerzaniu diety i poznawaniu nowych smaków.

  • jol-ene

    Nieulotne, właśnie czytam książkę "Moje dziecko nie chce jeść" (można teraz kupić w Biedronce), bardzo Ci polecam, może uspokoi Twe matczyne serce i przestaniesz postrzegać Wojtusia jako niejadka.
    Co do insporacji, muszę odnaleźć Twój przepis na buraczkowy kisiel :)

  • Gość: [Nieulotne] *.toya.net.pl

    Już kiedyś miałam sięgnąć po tę książkę i chyba mnie nie ominie ta lektura :) Może rzeczywiście dzięki temu odpuszczę i się uspokoję. Mnie to nawet nie chodzi o ilość, tylko o to, że Wojtuś je bardzo monotematycznie. Nie chce próbować nowych smaków, w każdym razie idzie to bardzo opornie. Z domowych zup je tylko rosół i krupnik, a z warzyw marchewkę z rosołu i szpinak przemycony w koktajlu. Dobija mnie presja na zdrowe odżywianie. No i mieliśmy swego czasu poważną anemię, przez co też się stresuję. Ale wciąż pije sporo mojego mleka i tak mi się wydaje, że póki się nie odstawimy, to niewiele się zmieni. No, wygadałam się. Oby Witek okazał się smakoszem, bo wtedy aż chce się gotować i serce roście.

  • jol-ene

    Malwa, mówią, że dzieci wiedzą, co robią i skoro jedzą w kółko to samo, to znaczy, że tego potrzebują. Inna sprawa to to, żeby proponować różnorodne dania i samemu w obecności dziecka jeść. Wyobrażam sobie, że trudno gotować co dzień inna zupę, gdy wiesz, że on jej nie zje. Ale może można obok tego krupniku czy rosołu kłaść jakieś warzywa, samemu je jeść w obecności dziecka i cierpliwie czekać aż któregoś pięknego dnia je chwyci... Za miesiąc albo za rok. Życzę Ci cierpliwości! PS Witek naszych śniadań prawie nie tyka. Kasze go mało interesują, ale wychodzę z założenia, że jeśli przestanę je proponować to nigdy nie będzie miał okazję ich poznać i polubić...

© MASZERUJ
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci