Menu

MASZERUJ

chciałabym daleko, ale najczęściej maszeruję do pracy

mój syn ma swoje łóżko

jol-ene

Napiszę najbardziej paradoksalną rzecz na świecie: cieszę się, że urządzamy się w nowym mieszkaniu z niemowlakiem. Nie we dwoje, lecz we troje. 

Na wszystko trzeba czekać. Na meble z meblowego dwa tygodnie, szafy na wymiar - trzy tygodnie, kanapa - jeszcze dłużej. Wszystkie zamówienia przychodzą z usterkami, trzeba dzwonić, tłumaczyć i znowu czekać. Gdybyśmy byli tylko we dwoje, frustrowałabym się tym czekaniem, tym życiem z ciuchami w workach i książkami w kartonach. Tymczasem z Witkiem jest tyle zajęć, że choć już bym mogła układać ciuchy w szafie - w dzień nie mam jak, teraz, wieczorem, już mi się nie chce. Rokładam robotę na raty, większość zostawiam na weekend.

Niemal w całości gotowa jest już kuchnia. Brakuje jeszcze kilku drobnych akcesoriów, np. cukierniczki, ale są wszystkie szafki i sprzęty agd. I muszę powiedzieć: lubię to miejsce. Jest wygodne, jest ładne, jest w moim stylu.

Nie mogę tego napisać o łazience. Ta jest malutka i jakaś taka niesforna, nieforemna. Ciągle się obijam. Wanna się przeraźliwie kurzy. Muszę się pewnie przyzwyczaić, nauczyć nowych schematów. Jestem jeszcze przed pierwszym domowym spa. Więc może jeszcze się przekonam? Muszę tylko to spa dobrze logistycznie zaplanować.

W nowym domu zdobyłam się na jeden odważny krok - wbrew radom mojej mamy i koleżanek, i przekonałam do tego K.

Rozmontowaliśmy łóżeczko niemowlęce. Kurzyło się od początku grudnia.

W pokoju Witka leży na ziemi stelaż, a na stelażu materac z poprzedniego mieszkania - 140 na 200. W sypialni jest już nowe łóżko, ciut większe, 160 na 200 - na razie leżą na nim ciuchy, a my wszyscy śpimy "na podłodze" w pokoju Witka. Docelowo to łóżko "na podłodze" ma być łóżkiem Witka. Już teraz Witek śpi tam sam w ciągu dnia i teraz, gdy piszę tego posta, siedząc w fotelu w salonie, on śpi tam sam. Jestem dumna z niego i z siebie też. Że pozwalałam mu spać na rękach przez pierwsze trzy miesiące życia, że przez kolejnych osiem niemal każdą drzemkę spędziłam razem z nim. Że nie dałam się zbić z tropu, przekonać do tego frazesu "bo przyzwyczaisz". Było warto, żeby być teraz w tym miejscu - bez żadnych starań, treningu, wyrzeczeń; bez łez. I mam w sobie teraz jeszcze więcej pewności, że robię dobrze. Że wkrótce będę kładła się spać nie z synem w łóżku, lecz w sypialni z K. (choć teraz jeszcze nie jestem na to gotowa, JA tego nie chcę). Pewnie jeszcze przez długi czas Witek będzie w nocy wołał nas albo do nas przychodził. Ale widzę w tym prawdziwy urok macierzyństwa i dzieciństwa. Właśnie dlatego zdecydowaliśmy, że odpowiada nam materac na ziemi, z którego Witek jako niespełna roczniak, może sam bezpiecznie zejść i przywędrować do rodziców, którzy zawsze go wezmą w objęcia. I nie, nie zaprowadzą z powrotem do jego łóżka ze srogą miną. 

Komentarze (5)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Crazy-Cat-Lady] *.dyn.plus.net

    No to ja jestem złą mamą bo moje dziecko śpi samo w pokoju odkąd wróciliśmy ze szpitala. Drzemki w ciągu dnia też przesypia w swoim łóżeczku. Wszystkim taki układ pasuje :)

  • jol-ene

    Crazy, najważniejsze, że wszystkim taki układ odpowiada! Witek też spał w łóżeczku przez pierwsze dwa miesiące. Ja byłam wykończona milionem pobudek i wstawań, on spał kiepsko, budził się wielokrotnie. Komfort spania znacznie wzrósł, gdy zaczęliśmy spać razem. Ale nie każde dziecko i nie każda matka tego potrzebuje. Czasami zazdroszczę mamom "odkładalnych" dzieci, ale z drugiej strony tak kocham ten moment gdy otwieram oczy i widzę wpatrzone we mnie oczęta mojego syna, że nie żałuję, że trafił mi się właśnie taki smyk :)

  • gem_ma

    haha, u nas pierwszy rok to było razemspanie. Dla mojego świętego spokoju. Potem łóżeczko stało przytulone do naszego łóżka i ef spała z moją ręką. dłuuugo tak spałyśmy i było nam super, bo i ja i ona potrzebowałyśmy bliskości. A kiedy miała cztery i pół roku - dostała własne łóżko we własnym pokoju. I najpierw czuwałam, dopóki nie zaśnie, ( no dobra, czuwam do dziś, bo lubię :-)). Czytamy bajki, opowiadamy sobie miniony dzień i czasem włazimy jedna drugiej do łóżka - takie chwile to najważniejsze momenty :-)

  • jol-ene

    Gemma, choć to wszystko o czym piszesz jeszcze przede mną, to wydaje mi się, że doskonale rozumiem... I czuję, że czeka mnie podobny scenariusz :)

  • Gość: [Sonadora]

    My też od 3 miesiąca śpimy w oddzielnych pokojach. Ale u nas od początku to nie był żaden problem, bo Ryś spał bardzo dobrze w nocy. Problemem były drzemki w dzień, trochę nam zajęło, żeby zaczął je praktykować u siebie, a nie w wózku na dole w kuchni, ale i to się udało bez większych emocji

© MASZERUJ
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci