Menu

MASZERUJ

chciałabym daleko, ale najczęściej maszeruję do pracy

jedenaście miesięcy strachu

jol-ene

Został miesiąc do pierwszych urodzin Witka.

Sierpień był bardzo sentymentalny. Dużo opowiadałam synowi o końcówce ciąży, bo dużo o tamtym czasie myślałam. To był taki niesamowity czas. Oczekiwanie. Przygotowania. A jednocześnie wolność, czas dla siebie, czytanie, oglądanie seriali, dużo spotkań z ludźmi.

Teraz mam (w nowym domu) 11-miesieczniaka. Uczepionego mojej nogi i bezustannie jęczącego. Albo wtulonego w moje ramiona i protestującego głośno, gdy chcę go z tych objęć wypuścić. Albo przyssanego do piersi i wyczyniającego przy tej piersi najprawdziwsze akrobacje. Lubię karmić i realnie o odstawieniu nie myślę, bo wydaje mi się to niemożliwe, totalnie abstrakcyjne. Witek praktycznie nie je nic poza mlekiem. Raz na kilka dni się chyba pomyli i zje coś innego, a tak to cyc, cyc, cyc. Gdy był noworodkiem chyba rzadziej go przystawiałam... Zasypia przy piersi. No i nie jęczy przy piersi. 

Czasem myślę, że gdzieś popełniłam błąd. Że on jest za bardzo do mnie przywiązany. Że jęczy niemożliwie. Ale potem przypominam sobie te wszystkie dramaty, które już przeszliśmy, i które po prostu minęły. I pocieszam się, że ten trudny czas też minie. Coraz częściej jednak boję się, że mój związek tego nie przetrwa. 

11-miesięczny Witek mówi "hau hau" i "kra kra" - na psy, wrony i mnóstwo innych obiektów ożywionych i nieożywionych. Nie ma w repertuarze "mamy", "tata" zanikł. Wciąż lubi książeczki, zwinnie przewraca kartonowe strony. Za to wciąż nie interesuje go ruch. Pełza, siada, ale... Pełza niesymetrycznie, w dodatku w nowym domu frustruje się, że wszędzie ma daleko. Siada, ale wciąż wiele rzeczy robi, leżąc na brzuchu. Mimo że łatwiej byłoby na siedząco! Ale on tego jeszcze nie rozumie. Nie raczkuje i dziś od lekarza rehabilitanta usłyszałam, że już raczej nie będzie raczkować. Każde dziecko rozwija się w swoim tempie? Tak, znam ten tekst na pamięć. I mam taką refleksję, że najczęściej używają go ci, których dzieci rozwijają się książkowo. Czasami przypominam sobie słowa położnej czy lekarki, która oklepywała Witka tuż po urodzeniu: "przetrzymaliśmy go". Zastanawiam się, co to miało znaczyć i jakie ma lub będzie mieć konsekwencje. Boję się. Strach o dziecko jest najgorszym uczuciem świata. Od 11 miesięcy mnie nie opuszcza.

Komentarze (8)

Dodaj komentarz
  • Gość *.internetdsl.tpnet.pl

    Witaj

    Mój Franio zaczął chodzić w wieku 16 miesięcy. Dałam sobie pełen luz i tego też Ci życzę.

  • Gość: [Aneta] *.dynamic.mm.pl

    Ja do 2 roku życia widziałam u Basi co drugi dzień rozmaite zaburzenia - od ADHD, przez autyzm, po mózgowe porażenie dziecięce. Chodzić zaczęła jak miała 18 miesięcy. Ciągle coś mi się wydawało nie tak. A to za mało się ruszała, a to robiła dziwne miny, za szybko się uczyła, budowała za regularne wieże z klocków, ustawiala pluszaki symetrycznie. Jak sobie teraz myślę. O tym, to mnie to śmieszy, ale wtedy naprawdę się bałam, że coś przegapię, że coś z nią będzie to je tak. Takie to życie matki - od kiedy się dowiesz, że jesteś w ciąży już zawsze się będziesz martwić o swoje dziecko.
    Uszy do góry, Witek ma jeszcze kupę czasu na wstawanie, raczkowanie i chodzenie :)

  • Gość: [Aneta] *.dynamic.mm.pl

    (nie umiem edytować komentarza, przepraszam za literówki, telefon mi robi takie psikusy)

  • Gość: [Sonadora] *.dynamic.gprs.plus.pl

    Ola szukaj. Idź do innego neurologa, fizjo itp. Mam znajomą, zdrowa córcia, urodzona w terminie bez komplikacji. Wszyscy mówili, leniuszek, taki jej urok, wszystko w swoim czasie itede. Aż trafiła na odpowiedniego lekarza, bo instynkt mówił jej, że to nie tylko "lenistwo". I faktycznie, obniżone napięcie, od jakiegoś czasu mocno ją rehabilitują. Usiadła, ale nadal nie raczkuje. Ma 14 m-cy skonczone. Z Witkiem na pewno wszystko jest ok, ale pewnie trzeba go troszkę zaktywować ruchowo.

  • jol-ene

    Sonadora, ale Witek jest rehabilitowany! Chodzimy do niezależnych od siebie specjalistów: pediatry, neurologa i lekarza rehabilitanta. Plus zajęcia rehabilitacyjne w szpitalu. Byłam chyba u 10 fizjoterapeutów. Ale już dałam spokój. Witek ma gdzieniegdzie wzmożone napięcie, gdzieniegdzie obniżone. Ćwiczymy od lutego. On już ma tej rehabilitacji po dziurki w nosie.

    Aneta, dzięki za te 18 mscy. Takie komentarze podbudowują mnie najbardziej!

  • Gość: [Sonadora] *.dynamic.gprs.plus.pl

    Ok, no to superna pewno wystrzeli, ważne, że lekarze tego nie olali jak w przypadku mojej koleżanki... powodzenia dla Was

  • Gość: [Malwa] *.toya.net.pl

    Olu, myślę, że odpuszczenie to najlepsze, co teraz możesz zrobić. Bo Witek przecież robi postępy, pełza, siada, a raczkowanie, choć korzystne, to w końcu nie jest obowiązkowe. Ja nie raczkowałam, u nas w rodzinie sporo dzieci też nie i jest z nimi wszystko OK. A poza tym to doskonale Cię rozumiem. Ty się martwisz o małą ruchliwość, my o nadmierną. Wojtusiowi trudno usiedzieć w miejscu i wygląda na to, że ma zespół nadpobudliwości ruchowej, ale mieszczący się w jakiejś tam normie. Trzeba mu zapewnić w przyszłości dużo sportu itd. Ale dla mnie na co dzień bywa to męczące. Tobie chyba tak jak mnie brakuje już trochę odskoczni. Choć ostatnimi czasy mój syn jakiś taki bardziej tatowy, a i karmimy się rzadziej. Jeszcze tylko szczepienie i odstawiam. Tymczasem trzeba szukać gdzieś ujścia i małych przyjemności, żeby nie oszaleć. Pozdrawiam!

  • jol-ene

    Malwa, nie znam Wojtusia, ale mam koleżanki z dziećmi w wieku ok. 3 lata - to dopiero "nadpobudliwe" dzieci. Stety niestety takie uroki tych faz rozwojowych. Duuuzo wytrzymałości nam życzę :) ja w pt wybieram się wieczorem na spotkanie ze znajomymi, zobaczymy jak tacie pójdzie samodzielne usypianie :)

© MASZERUJ
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci